top of page

Sztuka pożegnania

  • rafalslodownik
  • May 11, 2025
  • 5 min read

/ Wietnam, Hanoi, 09/2022 /



Uwielbiam uczucie, gdy w kilka sekund po przebudzeniu uświadamiam sobie powoli, że jestem w zupełnie nowym, obcym kraju. Tak było dziś, a mój tok myślowy wyglądał mniej więcej tak:


"Jestem na górze piętrowego łóżka."

"W pokoju wieloosobowym."

"Są ludzie? Ktoś jest."

"Mam telefon? Mam. Portfel? Jest, uff."

"No dobra, ale gdzie ja w ogóle jestem?"

"A, Wietnam! Ale super!”


Nie mam na dziś żadnych planów, więc nie spieszę się i spędzam poranek w hostelowym lobby racząc się pierwszymi wietnamskimi sajgonkami.



- Sorry, czy Ty przypadkiem nie jesteś aktorem? – usłyszałem w moim kierunku.


Podniosłem głowę znad talerza, a moim oczom ukazał się wysoki, przystojny młodzieniec w lateksowych spodniach i prześwitującej koszuli z czarnej siatki. Był krótko przystrzyżony, w uszach miał kolczyki, a na rękach kilka pierścionków. Z tymi zniewieściałymi na pierwszy rzut oka atrybutami, które na myśl przywiodły mi ladyboyów z Tajlandii, kontrastowała niewyobrażalnie męska, kwadratowa twarz. Za to spojrzenie dużych, ciemnych oczu zdradzało tak osobliwą pewność siebie, że całość jego aparycji przedstawiała nic innego jak nieskrępowaną siłę. Zdecydowanie miał stajla.


- Nie, niestety, jestem tylko włóczęgą – odparłem ze śmiechem.

- Haha jasne, jak my wszyscy… Skąd jesteś?

- Z Polski. Jestem Rafał.

- Luca. Z Gruzji.


Okazało się, że Luca, podobnie jak ja błąka się po świecie, poznaje ludzi i nie wie, gdzie ta droga go zaprowadzi.


Po kilku minutach rozmowy wiedziałem już, że z Lucą nie muszę bawić się w konwenanse i możemy przejść do poważnych tematów. Wyjaśniłem, że piszę książkę i interesuje mnie czym jest jego szczęście. Spojrzał twardo przed siebie i odparł bez wahania, w żołnierskich słowach:

- Bycie niezależnym. Praca dla samego siebie. Korzystanie ze swoich umiejętności, nie poleganie na innych. – pauza i zmiana tonu na cieplejszy - Ale także moda. Lubię ubierać się po swojemu, łączyć ze sobą elementy, które innym wydają się dziwne, mieć swój styl.

- Musisz mieć jaja, żeby się tak ubierać – zauważyłem wskazując jego koszulę z siatki.

- Wiesz, to tylko kwestia przyzwyczajenia. Na początku ludzie będą się dziwnie patrzeć, to prawda, ale po czasie zauważą, że ta „inność” to jest właśnie Twój styl i zamiast krytykować Cię czy wyśmiewać, zaczynają Cię podziwiać. Gdy ubierasz się normalnie to będziesz czuł się dziwnie jednego dnia ubierając się ekstrawagancko. Ale jeśli ubierasz się „oryginalnie” każdego dnia to po czasie to jest Twoja druga skóra i zarówno dla Ciebie jak i dla Twojego otoczenia staje się to zupełnie normalne.

- Wow, genialne – odparłem i automatycznie zrobiłem screenshota jego wypowiedzi w swojej głowie.


Gdzieś pośrodku rozmowy dołączył do nas znajomy Luci i przysłuchiwał się z pełną uwagą. Z wyglądu był całkowitym przeciwieństwem swojego kolegi. Niewysoki, nieco zarośnięty Amerykanin w pomiętym t-shircie, zupełnie niepasujących spodenkach i basenowych klapkach na stopach.


Luca przedstawił nas sobie z rekomendacją, że my dwaj KONIECZNIE musimy ze sobą porozmawiać. Tak poznałem Eliego z Nowego Jorku, który w temacie filozoficznych rozkmin czuł się jak ryba w wodzie. Gdy przyszła jego kolej na podzielenie się swoją wizją szczęścia, Elie zmrużył oczy, wziął głęboki oddech i powiedział:

– Pracuję nad swoim szczęściem. Wierzę, że składa się ono z dwóch elementów:
1. Bycia tu i teraz - przeżywania wszystkiego w pełni, nie myślenia w kółko o przyszłości, przeszłości i o innych miejscach. Ostatnio zauważyłem, że przez większość życia cały czas wybiegałem w przyszłość lub rozpamiętywałem przeszłość. Dlatego teraz podróżuję i staram się tego oduczyć. Żyć tu i teraz. Odnaleźć siebie. Mam potrzebę indywidualizacji, ale wiem, że to tylko etap, bo i tak celem jest drugi element układanki:
2. Bycie częścią większej całości - jesteśmy istotami społecznymi i potrzebujemy być częścią grupy. Idealnie jak wyjdziesz z jednej grupy i założysz swoją własną (np. jakiś ruch, społeczność zorientowana na wspólny cel biznesowy, wolontaryjny, hobbystyczny czy nawet rodzina).

Tutaj Elie zamyślił się, a ja nie śmiałem przerywać. Czułem wyraźnie, że mam do czynienia z rzadkim gatunkiem człowieka intensywnie myślącego, nad wyraz świadomego swojego położenia we wszechświecie. W końcu powiedział:

- Jeśli jesteś w stanie być jednocześnie prawdziwie sobą, ale i być członkiem grupy to wtedy jest prawdziwe szczęście, tak myślę. – i uśmiechnął się, umiarkowanie kontent ze swojej wypowiedzi.

- Dziękuję Elie, nawet nie wiesz jak się cieszę, że Cię spotkałem.


Uwielbiam te momenty w podróży, w których myślę o czymś, a potem kolejna napotkana osoba pomaga mi ubrać to w słowa. Tak było właśnie w tym przypadku. Jestem w podróży już prawie 5 miesięcy i ostatnio często myślałem o tym, że odłączyłem się, oderwałem od swojej rodziny, przyjaciół, znajomych. Że potrzebowałem tego oderwania, ale teraz coraz bardziej odczuwam potrzebę powrotu. Jestem jak jojo, które rozciągało się w kierunku indywidualizacji, szukania „śpiewającego ptaka w swoim własnym sercu” i doszło tak daleko, że teraz jakaś siła ciągnie je z powrotem do porzuconego życia, do rodziny, do znajomych. Będąc częścią swojego otoczenia było mi ciasno, potrzebowałem indywidualizacji, goniłem za nią, ale zabrnąłem tak daleko, że teraz na nowo potrzebuję przynależności.


Razem z Eliem, ale osobno odbywamy tę samą podróż i ta krótka wymiana zdań sprawiła, że poczułem się na swojej drodze raźniej. Zobaczyłem, że nie jestem sam.



Z Eliem i Lucą gadało nam się na tyle dobrze, że postanowiliśmy wybrać się wspólnie do klubu, żeby zobaczyć jak bawią się Wietnamczycy.


A w klubie, jak to w klubie – było głośno, nie dało się rozmawiać, więc trzeba było szukać innych rozrywek. Luca zaczął bajerować jakąś laskę, Elie gdzieś zniknął, a ja przyglądałem się grupce imprezowiczów z napompowanymi balonami w rękach. Zdziwiłem się, że każdy ma swój, ale pomyślałem, że to jakaś tradycja urodzinowa czy coś w tym stylu.


Poszedłem zamówić piwo, stanąłem przed barem, a tam kolejne dziwności. Barman oprócz nalewaków do piwa obsługiwał również rząd butli z gazem. Okej, czyli tak bawią się Wietnamczycy – pomyślałem.


- Poproszę małe piwo oraz balonik.


Barman obrócił się, napełnił balon „czymś”, po czym wręczył mi go starannie, żeby nie wypuścić drogocennego gazu. W drugą rękę dostałem piwo i mogłem bawić się jak należy. Niezbyt pewny swego wpuściłem w płuca nowy jad, którego jeszcze nie próbowałem, ale nic nie poczułem. Jednak po chwili zakręciło mi się w głowie i zatoczyłem się po parkiecie manewrując nadgarstkiem, żeby nie wylać piwa. Interesujące, ale nie wciągające.


Gdy udało mi się znaleźć Lucę, ten był całkowicie pochłonięty rozmową z Djką, która chwilę wcześniej grała na scenie. Przyłączyłem się do rozmowy, ale po krótkiej chwili zauważyłem, że wielkie oczy Luci tak mocno utkwione są w Djce, że przypominał w tej chwili drapieżnego geparda, który szykuje się do ataku na antylopę. Zrozumiałem, że nic tu po mnie i ruszyłem dalej.


Gdy miałem już opuścić klub i wrócić do hostelu wpadłem na Eliego. Pogadaliśmy o tym jacy jesteśmy starzy i niepasujący do takich miejsc. Za głośno, za dużo dymu, za późno w nocy.


Jednak tym, co z tego całego dnia najbardziej utkwiło mi w pamięci było nasze pożegnanie:


- Używasz facebooka czy instagrama? – zapytałem, jak setki razy wcześniej, żeby wymienić się kontaktami na pożegnanie.

- Nie używam socjalmediów. Nie chcę zaśmiecać swojego umysłu, trzymam się od tego z daleka. – odparł stanowczo Elie.

- Szanuję bardzo.

- I wiesz Rafał, jestem zdania, że w życiu warto być otwartym i poznawać ludzi, ale trzeba też umieć się pożegnać. Bez całego tego nonsensu, że będziemy w kontakcie itd. Poznanie Ciebie to była prawdziwa przyjemność, nasze głębokie rozmowy zostaną ze mną i nie psujmy tego głupimi konwenansami. A teraz: żegnaj Rafale, bywaj zdrów!

Uścisnęliśmy się, ostatni raz spojrzeliśmy na siebie, a ja uśmiechnąłem się, swoją miną wyrażając pełną aprobatę dla słów Eliego.


- Żegnaj Elie, obyś odnalazł to czego szukasz.


Nie potrafię oddać słowami tego co między nami zaszło, ale mogę powiedzieć jedno. Miałem poczucie, że pierwszy raz w życiu zostałem prawdziwie pożegnany. Pożegnany jak należy. Byłem zbyt zaskoczony i wzruszony przemyśleniami Eliego, żeby odwdzięczyć się tym samym, ale zrozumiałem, że Elie udzielił mi dziś pięknej lekcji. Lekcji, którą zapamiętałem i wykorzystałem wiele razy później podczas swojej dalszej tułaczki przez życie.

 
 
 

1 Comment


joannatyl1
Jul 04, 2025

Ciekawie się to czyta, poznając różne perspektywy priorytetów i celu w życiu. Uważam, że ten tekst niesie wartość- dobrze jest poobserwować pewne kwestie z różnych stron. To jest taka ciegielka do tego żeby zrewidować swój kompas moralny w celu odnalezienia co jest nasze, a co „włożone” do glowy.

Like
bottom of page